Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Frankfurt Alpiki

Kategoria: Publikacje

Frankfurt Rhein-Main Politik Wirtschaft Panorama Sport Kultur Leben Mehr

Übersicht | Stadtteile Ost| West| Nord| Süd| Stadtentwicklung | OB Feldmann | Gericht | Kriminalität| Verkehr| Zoo | Termine| Dossier

Frankfurt

Berichte und Bilder von allen wichtigen Ereignissen in Frankfurt

Frankfurter Rundschau » Frankfurt

22. August 2014

Klinika Jerzyków – cztery ptaszki i jedno hurra!

1

Na miejsca, gotowi ... Christiane Haupt podczas przygotowań do startu. Fot. Thomas Stillbauer

 

Kierunek – Fryburg, powód podróży – miłość do zwierząt: miłośnicy zwierząt przemierzają 600 km, aby czterem jerzykom alpejskim podarować wolność. Dotąd o ich byt dbała Klinika Jerzyków we Frankfurcie.

Mamy wystarczająco dużo powodów, aby wątpić w ludzkość – może więc coś, co pomoże uwierzyć w dobro. Cztery dzielne ptaszki lecą na Południe. Lećmy z nimi!

W Klinice Jerzyków we Frankfurcie dużo się dzieje już od wpół do ósmej rano. Może nie ma ruchu jak na Marszałkowskiej, ale na nudę nikt nie narzeka. Wolontariusze przygotowują śniadanie: Nancy myje smakowite świerszcze kubańskie dla niezliczonej ilości małych piszczących pacjentów siedzących w plastikowych pudełkach. Śniadanie? Przez następne 18 godzin zespół kliniki będzie karmił oraz uczył latania rannych lub osieroconych zdobywców nieba. A od jutra rano cała procedura zacznie się od nowa.

Jerzyk zwyczajny i jerzyk alpejski

Apus apus, jerzyka zwyczajnego, możemy podziwiać u siebie od kwietnia do sierpnia, kiedy przebywa tu, aby złożyć i wysiedzieć jaja. Rankami i wieczorami radośnie śmiga ponad naszymi głowami wołając: „Sriiii! Sriiii!”. A gdy młode się usamodzielnią, jerzyki odlatują do Afryki.

Rozmawiamy po angielsku, ponieważ Mihaela i Alex pochodzą z Rumunii. Jak co roku, spędzają we Frankfurcie kilka dni w okresie lęgowym. Już tradycyjnie także i tym razem przywieźli ze sobą z punktu opieki w Bukareszcie 27 zwierząt do leczenia. Szefowa frankfurckiej kliniki dla jerzyków jest w końcu jedyną osobą w całej Europie, a może i na świecie, która rannym i nieprawidłowo żywionym ptaszkom potrafi nawet doczepić nowe piórka. W ciągu ostatnich dwu dekad otoczyła opieką 10 000 ptasich pacjentów.

Jednakże dziś mamy co innego w planach. W osiem osób Fordem Fiestą jedziemy do Fryburga. Nasz zespół to: weterynarz Haupt, jej kundelek Emma, następnie Claudia Lerbs z Zarządu Deutsche Gesellschaft für Mauersegler (Niemieckiego Towarzystwa do spraw Jerzyków), dziennikarz „Frankfurter Rundschau” oraz najważniejsi: Amélie, Alyssa, Asmus i Anton. Oni jadą w bagażniku.

Nasza kosztowna podróż nie odbywa się z powodu jerzyków zwyczajnych – te o tej porze roku można by wypuścić na wolność w samym Frankfurcie. W tym przypadku chodzi jednak o ich „starsze rodzeństwo”, czyli – jerzyki alpejskie. Mają one biały brzuszek, zimują w tropikalnej Afryce, a na okres lęgowy przylatują w rejon południowo-zachodnich Niemiec. Tam, a dokładniej w Waldshut w południowym Schwarzwaldzie, nasz ptasi kwartet został uratowany przed pewną śmiercią. Teraz wieziemy go do Fryburga, żeby mógł dołączyć do swoich i z nimi lecieć dalej na Południe.

Całkiem niezły wynik

 

„Tłuścioszek!” – Nancy właśnie położyła na wadze pupilkę Amélie: 97,2 g. To całkiem niezły wynik jak na prawie dwumiesięcznego „alpika”, jak się tu czule nazywa jerzyki alpejskie. Ostatnie karmienie za pomocą pęsetki i jazda na autostradę! Następny posiłek proszę sobie, mili państwo, samemu złowić!

Christiane Haupt kładzie się na tylnym siedzeniu. Dziś znowu operowała do 6.00 rano, przeszczepiała pióra, a u jednego z małych pacjentów usunęła ropień. Spokój niezbędny do operowania ma dopiero w nocy, gdy ustaje pora karmienia. Prędko pędzimy szosą, ale jak znoszą tę drogę alpiki umieszczone na półce w bagażniku? Czy nasi lekcy jak piórko przyjaciele nie doznają zbytnich wstrząsów? Ekspertki kwitują te obawy machnięciem ręki. Przecież alpiki przeżyły już o wiele cięższe chwile. Kiedy były jeszcze pisklętami, ich gniazdko padło ofiarą remontu jednego z waldhutskich budynków, mimo iż ten gatunek dzikich ptaków należy do ściśle chronionych. Chociaż tyle, że obrońcy zwierząt mogli je uratować. Gdy Amélie, Alyssa, Asmus i Anton znaleźli się we Frankfurcie, wyglądali jak „gumowe potworki najeżone kolcami” – wspomina ze śmiechem Christiane. Blisko osiem tygodni później zrobiły się z nich piękne, dobrze odżywione jerzyki alpejskie. A teraz chcą wreszcie pofruwać po nieboskłonie. Czyż nie wołają tam z tyłu: „Długo jeszcze?!”

Sierpień tego roku jest chłodny. Specjalistka twierdzi, że temperatura do wypuszczenia jerzyków na wolność ledwo mieści się w granicach norm. „Nie dlatego, że jerzykom może być za zimno, ale dlatego, że przy takim zimnie nie ma owadów”. A stanowią one źródło energii na podróż do Afryki dla długodystansowych ptaków wędrownych. „Miejmy nadzieję, że nasza pieszczoszka nie będzie robiła problemów”. Amélie, najmłodsza z kwartetu, wolała ostatnimi dniami wtulać się w swoich opiekunów zamiast robić użytek z piórek i skrzydełek.

2

I staaart! Szerokiej drogi, kochane jerzyki, i wiele radości!  Fot. Thomas Stillbauer

Dużo bocianów stoi na łąkach na prawo od A5. Zaraz będziemy na miejscu. I tu zaskoczenie - stałą kwaterą jerzyków alpejskich we Fryburgu jest budynek policyjny w bezpośrednim sąsiedztwie autostrady. Gniazdka uwiły sobie w szczelinie nad żaluzjami. Nie można powiedzieć, żeby policjanci byli tym zachwyceni, gdyż te ptaszki potrafią narobić wiele hałasu, a poza tym brudzą okna. Jednakże Matthias Schmidt z fryburskiego Nabu (Związku Ochrony Przyrody), zajmujący się projektem Akcja Jerzyk Alpejski, utrzymuje, że podczas rozmów przy okrągłym stole udało się w tej sprawie osiągnąć kompromis. W negocjacjach interesy jerzyków reprezentowało właśnie Nabu.

Tymczasem udajemy się na dach budynku. „Chłopaki mieli szczęście, że trafili w dobre ręce” – mówi z uznaniem Schmidt. Chłopaki? Przecież to dwóch chłopców i dwie dziewczynki? „Tego nigdy nie wiemy na pewno” – wyjaśnia Christiane Haupt – „przydzieliliśmy im płeć wraz z imionami”. Schmidt: „Trzeba je przyłapać in flagranti lub przy składaniu jaj, inaczej nie da się poprawnie ustalić płci”.

Smutek pożegnania

 

W windzie ptaszki przeraźliwie piszczą. Wraz z nami wjeżdża na górę również smutek zwykle towarzyszący pożegnaniom. Każdy alpik musi jeszcze zostać zaobrączkowany: Asmus dostaje numer FL27450 i przy całej tej procedurze zrzuca obfity niepotrzebny balast. Anton otrzymuje numer FL27451. „Obrączkowaniu zawsze towarzyszą emocje, nawet przy 500. osobniku w dłoni” – twierdzi Schmidt. Wygląda to brutalnie, ale miejmy nadzieję, że mimo nieprzyjemnego wrażenia nie sprawia bólu.

Alyssa to numer 52, Amélie – 53. Byłoby dobrze, gdyby chociaż kilka fryburskich jerzyków alpejskich pojawiło się na horyzoncie, dla przynęty, żeby zachęcić nowo przybyłych do lotu. Żadnego jednak nie widać. Jak się okazuje, jest to zupełnie bez znaczenia. Asmus dostaje buziaka na pożegnanie i odpala jak rakieta. Wyfruwa z rąk szefowej kliniki i trzema, czterema uderzeniami skrzydeł zatacza elegancki łuk na tle gór. To jasne: znalazł się w swoim żywiole i umie wszystko intuicyjnie, bez wskazówek rodziców lub nauczycieli. Teraz dopiero nadlatują fryburskie jerzyki alpejskie i witają nowe, które jeden po drugim wylatują z pudełka na wolność. „Pięknie! Pięknie!” – woła za nimi ekipa. „Tam jest Amélie!”. Nie było z nią żadnych problemów przy rozstaniu. „Pa, pa!”

3

Podróżnicy w bagażniku: cztery młode “alpiki”.  Fot. Thomas Stillbauer

„Kiedy przestają trzepotać i przechodzą w ślizg – to jest dopiero widok” – rozmarza się Schmidt. Przypuszcza, że nasz kwartet spędzi we Fryburgu jeszcze kilka dni, zanim uda się na Południe. To przecież piękne miasto. A alpiki mają tu nawet ochronę policyjną.

Zaś ludzie i pies wracają do Frankfurtu pokrzepieni pięknym przeżyciem na dachu. Ciekawe: rzeczywiście przejechaliśmy prawie 300 km w tę i niemalże 300 kolejnych km z powrotem po to tylko, aby wypuścić cztery małe ptaszki i umożliwić im życie na wolności. Nie ma jednak wątpliwości: Christiane Haupt i Claudia Lerbs zrobiłyby to nawet dla jednego jerzyka.

            Tego samego dnia szefowa kliniki zamieszcza post na Facebooku. A następnego dnia wypuszcza we Frankfurcie 15 jerzyków zwyczajnych, czyli mniejszy wariant eleganckiego lotnika. A pacjentów wciąż jest pełno, chociaż czas odlotu z Niemiec do ciepłych krajów praktycznie już minął. Praca jednak nie ustaje, nawet zimą. W październiku Towarzystwo do spraw Jerzyków Zwyczajnych zawiezie wyleczone ptaki do południowej Francji, w listopadzie do Hiszpanii, a później przetransportuje je nawet drogą powietrzną na Wyspy Kanaryjskie – tylko po to, aby jerzyki mogły dołączyć we właściwym miejscu i czasie do reszty ptaków podróżujących na Południe.

A gdyby były jeszcze jakieś niejasności – oczywiście, Klinika Jerzyków we Frankfurcie chętnie skorzysta z pomocy nowych wolontariuszy. Zawsze.

Autor: Thomas Stillbauer

Z niemieckiego przetłumaczyła: Irena Prawdzic

Odsłony: 3264